sobota, 25 lutego 2017

Wszystko co dobre, szybko się kończy.

A dziś o tym, co już za nami, czyli koniec ferii, laby, białego szaleństwa. 
Bo co innego zimą można robić, jak nie wypoczywać w górach (tak przynajmniej się przyjęło). 
Osobiście nie przepadam za zimą - ALE w mieście, za to w górach śnieg mógłby dla mnie leżeć nawet przez cały rok, choć pozostałe pery roku też zasługują na szczególną uwagę w tak pięknych okolicznościach przyrody. 
Tegoroczny pobyt, mimo że ciut dłuższy niż w poprzednich latach to upłynął nam szczególnie szybko L, a szkoda, myślę, że wpływ miała piękna pogoda (jakiej dawno nie pamiętam) i intensywny wypoczynek przez te wszystkie dni. Wyjeżdżaliśmy z niedosytem, dziecko moje po raz pierwszy nawet z płaczem i wielkim smutkiem na sercu żegnało góry. 
Ale teraz siedząc w zaciszu domowym, cieszy nas, że przywieźliśmy poza - opalenizną :-))), medalem (syna za zawody narciarskie), przede wszystkim naładowane baterie, uśmiech który nie schodzi  nam z twarzy, a i dużoooo energii pozytywnej w nas pozostało. I oby tak do wiosny :-))))
















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz